PIOTR GOCIEK – BĄDŹ WOLA TWOJA
Tom opowiadań „Incydenty” Andrzeja Horubały jest dla mnie najlepszą polską książką, którą czytałem w roku 2024. Siedem zebranych w niej tekstów to Horubała w najlepszej formie. Powstawały przez kilka lat, publikowane były w Internecie, pojedynczo, w dużych odstępach czasu, by jedno nie przesłaniało drugiego, by każdy tekst mógł wybrzmieć.
Co jest ważne dla Horubały? W obszernej rozmowie poświęconej „Incydentom” (dostępna na YT, na kanale Literacki) mówił, że za każdym razem chciał grać o wszystko, mierzyć się z poruszaną kwestią w sposób absolutnie szczery, co oczywiście sprawia, że są to opowiadania, których lektura bywa bolesna. Widzimy więc w „Incydentach” różne formy ludzkiego upadku, bohaterów, których pycha, chciwość, zwątpienie, obojętność wiodą ku ponurym życiowym okolicznościom.
Ale człowiek nie istnieje sam z siebie – są więc te teksty pytaniami o Boga: o to, czy ingeruje w nasze życie (a jeśli tak, to w jaki sposób), o to, czy potrafimy dostrzec Jego zamiary (a jeśli tak, to czy umiemy zobaczyć ścieżkę, którą chce nas prowadzić). Upadamy sami. Aby wstać, potrzebujemy pomocy.
Nie zmieniła się metoda twórcza – Horubała nadal jest bezlitosny dla swoich bohaterów, demaskując grzechy tych, którym wydaje się, że są panami świata. To zamiłowanie do rzucania bliźnim w twarz prawd niewygodnych pakowało już Horubałę pisarza w kłopoty: wspomnijmy recepcję powieści „Umoczeni” oraz „Wdowa smoleńska”. Czytamy więc na własne ryzyko, ale jest to ryzyko, które warto podjąć. Doszlifowaniu uległa jednak forma – w opowiadaniach nie ma jednego niepotrzebnego słowa, dostajemy, można rzec, Horubałę w destylacie, dostajemy esencję jego rozważań.
Niektóre opowiadania są świetnym materiałem na film („Ptasia i zakonnica”, w której nakreślono ponury obraz tzw. transformacji ustrojowej w III RP), inne proszą się po prostu o uważną lekturę i ustawienie potem gdzieś między dziełami Bernanosa czy Muriaca (choćby „Mniszek”, o którym pisałem szerzej w „Do Rzeczy” 43/2019). To jest proza głęboko religijna w najlepszym znaczeniu tego słowa, ale nie jest to proza kościółkowo-uspokajająca. W dzisiejszym antyreligijnym świecie teksty Horubały okazują się aktem buntu. I jakże świetnie są napisane.
„Do Rzeczy”, 2025:2